Ten miesiąc bezsprzecznie należał do biegania. Nie bez powodu – został mi nieco ponad miesiąc do mojego pierwszego biegu na 10 km. Rower jednak też był zagnany do roboty. W styczniu zapoznałam się z trasą maratonu rowerowego, który planuję przejechać w maju. To prawdziwa górkowa rzeźnia.

Najpierw dwa słowa w sprawach technicznych:

Moje zapiski nie są bardzo szczegółowe. Skupiam się głównie na czasie i rodzaju wykonywanej aktywności. Mój GPS we współpracy z endomondo nie zachwyca dokładnością pomiaru, na rowerze aktualnie nie posiadam zamontowanego licznika. Na dokładniejsze dane liczbowe przyjdzie czas.

Podsumowanie: styczeń 2015

Łącznie poświęciłam 19h 40min na różnego rodzaju aktywności. 8h 10min na bieganie, 11h 30min na jazdę na rowerze. Jestem zadowolona z tego, że udało mi się zachować dość dużą regularność. Jestem też w szoku, że niemal dobę poświeciłam na same ćwiczenia. Grosz do grosza i uzbierało się tego trochę. 🙂

Na wykresie przedstawiłam dokładniej, co, kiedy i jak długo robiłam. Na żółto bieganie, na czerwono rower.

styczen_podsumowanie_cwiczen

Bieganie

Czuję, że z bieganiem poczyniłam od początku miesiąca mały progres. Moje standardowe kółko liczy około 5km. Na początku biegiem czy też marszobiegiem pokonywałam je w około 32 minuty. W kolejnym tygodniach czas się polepszał, schodziłam do 30 minut, ostatnio udaje mi się nawet poniżej 29 minut.

Najgorszym mankamentem mojego biegania, biorąc pod uwagę, że chcę w marcu przebiec 10km, jest jego dystans. Obecna trasa jest zbyt krótka, by pomóc mi go pokonać. Muszę wydumać sobie dłuższą i ją ochoczo przetruchtać co jakiś czas.

Rower

Rower w tych statystykach to w dużej mierze rowerowanie na świeżym powietrzu. Pogoda temu sprzyjała. Postanowiłam zatem poznać trasę maratonu, który pragnę przejechać w maju. Niby tylko 30 km, ale by poznać całą trasę, musiałam jechać do lasu 3 razy. Niektóre fragmenty robiąc jednak dwukrotnie. Mniej więcej wiem już, co mnie czeka i jestem przerażona.

Trasa to ciągłe pagórki, z krótkimi odcinkami płaskiego. Niektóre potrafią porządnie dać w kość. Taka choćby Smocza Góra. Smocza, bo twórca trasy maratonu, o ksywce Smok, ją odkrył i w trasie zawodów umieścił. Ja za każdym razem po jej podjechaniu (załóżmy, że nie podporwadzałam :p) robiłam sobie przerwę na herbatkę i batonika. W maju już nie będzie można sobie na to pozwolić.

Troszkę też kręciłam na rowerze stacjonarnym. Raz nawet podczas spinningu – ćwiczeniach na rowerze stacjonarnym. Trafiły się jakieś Extreme zajęcia, same interwały i nawet nie bolało. Przyjemnie się zmęczyłam. Zdecydowanie łatwiej w takich warunkach o ambitniejszą jazdę. Gdy sama sobie kręcę, to się lenie i czytam książki.

Jakie plany?
  • Będę częściej wykonywać treningi biegowe na dłuższym dystansie: 8-12 km. Minimum raz w tygodniu. Idealnie dwa.
  • Jeśli aura pogodowa pozwoli, w niemal każdy weekend marzy mi się wypad z rowerem do lasu. Niekoniecznie na trasę maratonu, ale muszę polubić się z górkami. Moje podejście do nich to osobna, traumatyczna historia. 🙂
  • Nawiązując też do planów na rok 2015, czas na rozciąganie. Zaniedbuję tę sferę, a jej zaniedbywanie może być przecież powodem kontuzji. Skoro więcej się ruszam, dobrze by było dbać o to, by zapobiegać, a nie leczyć.

Same dobre rzeczy,

czyli o tym, co inszego, tylko dobrego, wydarzyło się w styczniu.

Pomysł na opisanie samych dobrych rzeczy z minionego miesiąca podpatrzyłam z bloga zyciejestpiekne.eu. Podoba mi się ta idea. Stąd, jako że nie chcę zakładać w tym celu nowego bloga, na końcu każdego takiego podsumowania będę się dzielić tylko radosnymi wydarzeniami z danego miesiąca – ale nie tylko rowerowymi!

Miejsce 3: Wizyta w ZOO

W moim mieście jest ZOO. Po kilkunastu latach od ostatniej wizyty ponownie je odwiedziłam. Pewne rzeczy jednak się nie zmieniają. Jak za dawnych lat bałam się jakiegokolwiek zwierzaka dotknąć. Raz tylko się odważyłam, co w mojej ocenie było powodem do oklasków. 😉

Miejsce 2: Walka o awans w pracy

Lubię cyferki. Miałam plan wykorzystać tę cechę do zmiany stanowiska. Zaszłam daleko. Byłam w grupie 4 z 13 osób, później w grupie 2 z 4. Awans przeszedł mi niestety ostatecznie koło nosa. Nie rozpaczam z tego powodu. Proces rekrutacji był cennym doświadczeniem, a sam fakt zajścia tak daleko, jeśli odpowiednio się na to spojrzy, też jest miły dla serducha.

Miejsce 1: Wyjazd do Warszawy

warszawa_noc

Spontanicznie zorganizowana dwudniowa wycieczka. Muzealna, bo pogoda nie dopisała. Odwiedziłam zarówno Muzeum Powstania Warszawskiego, jak i Centrum Nauki Kopernik. W tym drugim wybawiłam się nieziemsko. Jestem też podwójnie dumna, że udało mi się, będąc w Warszawie, zmotywować do porannego joggingu!


Tym pozytywnym akcentem kończę na dzisiaj. Jak Tobie minął miesiąc? 🙂


Fot tytułowe: bydgoskie forum rowerowe