Kto nie czuł, że nie dał z siebie wystarczająco dużo? Kto nie zna tego uczucia? Ja znam. W lutym zwolniłam. Ćwiczyłam, ale nie poszalałam. A miesiąc bez odrobiny szaleństwa wydaje mi się zaniedbany.

Okrągłe 1000 minut spędziłam w lutym na aktywności fizycznej. 8h 40min poświęciłam na bieganie, 8h na jazdję na rowerze. Brzmi niby dobrze, ale to jednak mniej o 3h niż w zeszłym miesiącu. Daję sobie plusa za regularne bieganie. Minusa za rowerową abstynencję.

luty_2015_podsumowanie

Podsumowanie: luty 21015

1 tydzień

Miesiąc rozpoczął się dobrze. Zwiększyłam z sukcesem dystans swoich treningów biegowych. Z 5 na 7 km. Dodatkowo ze względu na wzięcie udziału w Parkrunie, na który musiałam też dobiec, wyszła mi ponad 10 km weekendowa trasa . Wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze.

2 tydzień

Niestety zmarnowałam kolejny tydzień. Szczególnie, że miałam wolne przedpołudnia. Mogłam szaleć. Niewiele z tego jednak wyszło. Pojawił się wilczy apetyt, słabość do słodyczy i niebezpieczny brak motywacji. Nawet weekendowe rowerowanie przy cudnej pogodzie było trochę beznamiętne.

3 tydzień

Poprawa nastąpiła w trzecim tygodniu lutego. Sukcesywnie pokonywałam trasę 7 km, niekiedy zwiększając ją o jakieś mikro kółko, by zbliżyć dystans do upragnionej dychy. Jeździłam również na rowerze, choć bardzo zachowawczo. Nowy-stary rower wymagał regulacji. Chcąc samodzielnie się z nią uporać, namieszałam do tego stopnia, że rower przestał zupełnie nadawać się do jazdy.

4 tydzień

Niesprawny rower stał się świetnym pretekstem do biegania. I niby to biegałam coś nie coś, ale strachliwie. Nie włączałam endomondo. Powtarzałam sobie w myślach: biegasz for fun nie dla wyników. Poskutkowało to tym, że na trzy treningi w ostatnim tygodniu, jeden był całkowitą porażką i zakończył się 5 km spacerem. Nie wiedzieć czemu złapała mnie kolka, co nie przytrafiało mi się od wielu, wielu tygodni.

Bieganie

Udało mi się chociaż raz w tygodniu przebiec nieco dłuższy odcinek. A to związku z uczestnictwem w Parkrunie, a to na siłowni (pokonując równe 10 km w równie 60 minut), a później wydłużając niektóre 7 km odcinki. Wciąż mam duże wątpliwości co do tego, jak poradzę sobie w połowie marca podczas mojego pierwszego biegu na 10 km. 3mam jednak kciuki za swoje zdrowie, uznając że najważniejsze, to wystartować.

Rower

Czuję, że luty był rowerowo bardzo słaby. Był niezwykły, bo doczekałam się własnego roweru, ale słaby, że z niego niemal nie mogłam skorzystać. Pogoda dopisywała. Znajome dziewczyny, które podobnie jak ja wymyśliły sobie, że w tym roku przejadą maraton rowerowy, trenowały ambitnie. Podczas gdy ja się byczyłam, pokonywały trasę maratonu lub jeździły wykonać ciekawe pętle w Myślęcinku. A u mnie żadnej ambitniejszej jazdy w lesie. Zamiast tego wycieczka nad jezioro, grill, godzinka nad Kanałem, to tu to tam, czyli lajt i rekreacja o niezbyt dużej objętości. Sytuację ratują wycieńczające dwa spinningi.

Od marca kategorycznie obiecuję poprawę. Tylko oby rower działał…

Rozciąganie

W połowie miesiąca dopiero przypomniałam sobie tym postawieniu. Nieco niedbale, ale jednak starałam się przez ostatnie dwa tygodnie rozciągać. Korzystałam z najbardziej podstawowych ćwiczeń. Nie ma więc spektakularnych efektów, ale pierwsze kroki poczynione.

Jakie plany?

  • Przebiec 10 km
    ★ Przebiec 10 km podczas imprezy RUN Myślęcinek.
    ★★ Przebiec 10 km podczas imprezy RUN Myślęcinek bez zatrzymywania się.
    ★★★ Przebiec 10 km podczas imprezy RUN Myślęcinek bez zatrzymywania się w czasie poniżej 60 minut.
  • Jeździć na rowerze – Tak ujęty plan musi brzmieć nieco dziwnie na blogu rowerowym, ale w związku ze słabym lutym, czuję, że po prostu muszę jeździć. W drugiej połowie marca chciałabym objechać trasę maratonu na nowym rowerze bez większych przerw na herbatkę i batoniki, jeździć sobie czasem po pracy nad kanał, w jakiejś wycieczce wziąć udział, poćwiczyć interwały i technikę itp. itd.
  • Rozciąganko – pisząc ten wpis, już wiem, że raczej wrócę do niego w połowie miesiąca…
  • W czasie treningów biegowych słuchać nagrań obcojęzycznych – Na bieganie poświęcam sporo czasu. I zazwyczaj niczego nie słucham, chyba że włączam radio. Zamiast tego chciałabym słuchać nagrań obcojęzycznych. Poligloty ze mnie to nie zrobi, ale coś powinno w nieinwazyjny sposób w mojej głowie zostać. O tym, jak znajomość języka obcego może być przydatna, przekonałam się pod koniec miesiąca. Niestety zabrakło mi wówczas tej umiejętności. Na początek, dopóki nie zamknę innych, ważniejszych spraw, tyle mogłabym zrobić, by się w niemieckim podszkolić.

Co to będzie, trudno mi rzecz. Powoli zaczynam się stresować. Jem z zapałem białą czekoladę i pocieszam się tym, że niebawem wszystko spalę. Oby, oby. 🙂