Bicie rekordów, zdobywanie nowych umiejętności, lans, bans i bycie pro niczym Szymonbike. A później wjeżdżać na wulkan na Teneryfie jak Łukasz, co ma już swój rovver. O, tak! Pierwszy mój blogowo-sportowy rok zaczynam odważnie – od ujawnienia swoich wielkich planów podboju sportowego świata.

  1. Przejechać się pierwszy raz na własnym rowerze

    Cel godny mistrza. Niemal każdy mistrz ma swój rower. Jaki ma, taki ma, ale ma. Ja nie mam. I to się zmienić ma niebawem. Pierwsze kroki poczyniłam. Kupiłam ramę, sztycę, zacisk. Trochę części dostanę z pożyczonego roweru, część pewno spadnie mi z nieba i na wczesną wiosnę chcę jeździć na własnym, pro-rowerze.

  2. Cieszyć się z ukończenia biegu na 10 km

    Moja mordka cieszyć się lubi. A że bieganie też polubiłam i powolutku się w tym rozwijam, chcę to wykorzystać. Do radość i biegania w jednym. Mam na oku pewien bieg na 10 km, który ukończę w marcu. Miło by było, gdyby udało mi się to zrobić poniżej 60 minut, ale nie naciskam. Kasa zapłacona, teraz trenu-trenu i dam znać w marcu, co z tego wyszło.

  3. Najeść się po przejechaniu maratonu rowerowego

    Przyjemną tradycją maratonów – jak zauważyłam – jest możliwość posilenia się zawodników po jego przejechaniu. Chcę z tego skorzystać. Nie, żeby byłam znowu tak łakoma. No może trochę, ale nie w tym rzecz. Tu ważniejsza jest druga część punktu, czyli przejechanie maratonu. Dokładnie na dystansie mini, dokładnie nie wiem kiedy, ale prawdopodobnie w maju. To dla mnie wielkie wyzwanie.

  4. Paść ze zmęczenia po 150 km kręcenia jednego dnia

    Takie miałam widzimisie już w zeszłym roku. Wiem, że to z lekka niepoważne i mogę się wymęczyć nieziemsko, a wcale nie podjechać wulkanu. Wiem, a i tak mam ochotę na taką wyprawę i wcale nie musi być to Calpe w Hiszpanii. Jako, że do sportowych poczynań podchodzę w tym roku nieco poważniej, liczę na to, że tym razem widzimisie uda się zrealizować.

  5. Zaskoczyć kogoś tym, że umiem zrobić „stójkę” na rowerze

    Z pewnością pierwszą osobą, którą tym zaskoczę będę ja sama. Też dobrze. Po przeczytaniu książki „Jazda rowerem górskim”, jeszcze bardziej sobie uświadomiłam, jakich to ja podstawowych umiejętności nie posiadam. Taka „stójka” wydaje mi się namacalnym dowodem, że dzieje się dobrze. Nie szczególnie przydatnym, ale jakże zaskakującym!

  6. Nie wiedzieć, gdzie podziać moje 4 medale

    Jeden już mam. Z prostego równania wynika, że marzą mi się co najmniej trzy. Mało. Znam jednak realia, coś wypadnie, coś nie pasuje, na coś brakuje – a to czasu, a to pieniędzy. Poza tym sportowe zmagania nie są moim jedynym planem na ten rok. 3 medale, w tym jeden rowerowy. To mój plan.

  7. Na stałe związać się z wagą 55-56 kg

    Wstydliwy podpunkt, ale przecie miało być odważnie. Co by lepiej i szybciej zdobywać kolejne szczyty, trochę kochanego, ale zbędnego ciałka, chciałabym się pozbyć. Jakim sposobem, jeszcze nie wiem.

  8. Odwiedzić przynajmniej 10 nowych miejsc na rowerze

    Wbrew pozorom 10 miejsc to wcale nie tak dużo, biorąc pod uwagę, że wcale nie gardzę lokalnymi, okolicznymi miejscówkami. I bliższymi i dalszymi, które zostały przeze mnie albo nie odkryte, albo na rowerze nie odwiedzone. Obejdzie się więc raczej bez Teneryfy, ale jak na pierwszy mój rowerowy sezon z własnym rowerem starczy.

  9. Poznać uroki przebywania w saunie

    Nigdy nie byłam w saunie. A sportowcy bywają. Taka Maja Włoszczowska to sobie raz czy dwa razy na tydzień lata. Więc choć cel ten nie jest osiągnięciem typowo sportowym, chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Nie ma na co czekać. Szczególnie, że dla wielu, niekoniecznie sportowców, to codzienność, a dla mnie wciąż nieodkryta ciekawostka.

  10. Dotknąć całymi rękami ziemi na prostych nogach

    No i się wydało. Jestem nierozciągnięta. Wszystko jednak wskazuje na to, że w końcu się to poprawi. Choćby zapisanie tego punktu. O rozciąganiu pewno będę jeszcze pisać na tym blogu.

  11. Żonglowanie 3 piłkami na Starym Rynku

    Najpierw plan był, że w pracy, w czasie przerwy. Ale może nie. Bądźmy poważni.Zanim jednak pójdę żonglować na Starówkę jakiegoś miasta, muszę się ów sztuki nauczyć. Tak już dumam o tym z dwa lata, a kroków poczyniłam mało. W tym roku będzie inaczej!

  12. Podsumowanie roku 2015: 80% realizacji celów

    Zazwyczaj realizuję 30% postanowionych sobie założeń. Mało. nie mało – chciałabym więcej. Mam plan by, podsumowując 2015 rok, stwierdzić z zadowoleniem, że większość udało mi się zrobić. 3majcie za mnie kciuki!

Ciekawe, czy ty też masz jakieś sportowe cele na ten rok? 🙂

 

* Na zdjęciu niektóre z moich zeszłorocznych prezentów świątecznych. Chyba ktoś czytał moje zestawienie rowerowych upominków. 😉