Żadna to Biblia Kolarza, ale jako początkująca rowerzystka znalazłam w niej coś więcej niż po prostu przyjemność z lektury.

Maja Włoszczowska jest najbardziej utytułowaną polską kolarką górską: wielokrotną mistrzynią i wicemistrzynią Mistrzostw Świata i Europy oraz srebrną medalistką Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Pod koniec 2013 roku wydała książkę pt. „(Sz)koła Życia” (współautor Julian Obracki). Pisze w niej trochę o wszystkim, ale w zdrowej i przyjaznej czytelnikowi proporcji.

Kilka słów ogólnego podsumowania się należy. Książka jest ładnie wydana: twarda okładka, gruby i śliski papier, wiele zdjęć. Podzielona w pewnym sensie na 3 części: autobiograficzną, poradnikową i  składającą się z myśli zebranych. Każda z nich ma swoje zalety. Również pewne przywary. Ja chłonęłam najpilniej wstęp, część autobiograficzną skupiającą się na wczesnych latach kariery Mai, fragmenty o żarełku i przemyślenia końcowe.

Z całości książki wybrałam kilka myśli, moim zdaniem szczególnie z niej bijących i ważnych.

1. Dopóki walczysz, jesteś w grze

maja_wloszczowska_szkola_kontuzja

Maja książkę zaczyna mocno – od porządnej kontuzji, pozbawiającej ją możliwości zdobyci medalu olimpijskiego. Akurat trzy tygodnie przed Igrzyskami w  Londynie w 2012 roku Maja upada niefortunnie, łamiąc przy tym nogę. To wyklucza możliwość jakiejkolwiek jazdy na rowerze. Na długo. To ją jednak nie załamuje. Przechodzi żmudną rehabilitację i wraca, czyniąc rok 2013 najlepszym w jej karierze. Czasem wygraną jest sam powrót. I o tym powrocie ciekawie pisze Maja.

2. To na co zasłużysz ciężką pracą, będzie ci smakować lepiej

maja_wloszczowska_szkola_zycia_wytrwaly

Mam na myśli nie tylko oczywiste liczne zwycięstwa Mai, ale też to, o czym z wielką dumą wielokrotnie wspomina – skończenie matematyki finansowej na studiach dziennych na Politechnice Wrocławskiej. Zawodowy sportowiec, który podejmuje się takiego kierunku i kończy go z dobrą oceną ma prawo do pochwał. To niby tylko kierunek – prawdopodobnie Maja nigdy nie będzie pracować w tym zawodzie – a jednak sama przyznaje, że pomaga jej ten tytuł magistra zyskać pewien szacunek. Takie rzeczy wspomina się z dumą.

3. Nie ma magicznej receptury na zwycięstwo

maja_wloszczowska_szkola_trening

Maja odpowiada na najczęściej zadawane jej pytania przez kolarzy amatorów. Czytając nie mogłam się doczekać rad dotyczących treningu, co mnie przeistoczą z rowerowej poczwarki w dumnie podlatującego kolejne pagórki motyla. A przecież ów rady wcale nie są jakąś tajemną miksturą. Nie są też szczegółową instrukcją treningową. To sugestie, ogólne zasady, obrane najczęściej w równie ogóle spostrzeżenia. Zawód? Nie do końca. Już taki Friel w „Biblii Kolarza Górskiego” ostrzegał, że nie przedstawi wcale tajemnej recepty, lecz poukłada ogólnie znane prawdy. Tu stało się podobnie, choć już nie tak szczegółowo. Biorąc pod uwagę rodzaj książki, zupełnie to uzasadnione. A i dla zwykłych czytelników zapewne przyjemniejsze w odbiorze. Najbardziej mnie zaciekawił z rozdziałów poradnikowych ten o jedzeniu. Tu mam najwięcej podstawowych zaległości i chyba stąd najwięcej z niego potrafiłam wyciągnąć dla siebie.

4. Ludzie są Twoją siłą

maja_wloszczowska_szkola_ludzie

Niby to, jak pisze Maja, sportowiec jest egoistą. Ona też. Lecz, gdy się bierze za pisanie książki niejako biograficznej, wiele stron poświęca ludziom wokół niej. Nie tylko w rozdziale tak zatytułowanym. Opowiada o relacjach z mamą, w obszernym fragmencie pisze o Marku Galińskim, wymienia ludzi, którzy pomogli jej osiągnąć sukces, fizjoterapeutów czy mechaników oraz oczywiście kibiców, dodających jej dodatkowej siły zarówno w czasie wyścigu, jak i poza nim. Ludzie są ważni nawet dla sportowca, swego rodzaju egoisty, wokół którego się wszystko kręci. Egoiście, który szanuje prace i obecność innych ludzi, łatwiej jednak dopingować. I jego książkę czytać.

5. Rób to, co kochasz

maja_wloszczowska_szkola_pasja

Jakkolwiek nie brzmi to banalnie, coś w tym jest i Maja próbuje do tego na swój sposób przekonać. Całościowo. Bo gdy poświęcasz się dla prawdziwej pasji, łatwiej będzie Ci znieść jej trudy. Łatwiej będzie Ci sikać w obecności komisji antydopingowej wpadającej niespodziewanie któregoś ranka, by sprawdzić, co się kryje w twoich siuśkach. Łatwiej Ci będzie wydobyć z siebie pokłady energii, gdy wszystko wydaje się grać na twoją niekorzyść. Nieprzespane noce i stracone juwenalia będą ci wynagrodzone radością zajmowania się tym, co naprawdę kochasz. Niekoniecznie sportem. Ale czemu by nie? 🙂


Szkoła Życia do kupienia w Internecie. Sama kupiłam w księgarni czytam.pl, płacąc z przesyłką niespełna 24 zł. 🙂